 |
|
Relacja z Kohortexu 2010 - turnieju klasy master w Bydgoszczy tekst: zembol
W
pierwszy weekend nowego roku, nie zrażając się straszną, zimową aurą,
kryzysem komunikacyjnym itd. postanowiłem się wybrać na mastera do
Bydgoszczy. Na wstępie zostałem orżnięty przez bydgoskiego
taksówkarza, który był bardzo miły, opowiadał mi o mieście i mijanych
miejscach, ale skurczybyk skasował mnie nie tą rtaryfą co trzeba. Ale o
tym dowiedziałem się dopiero później, bo wysiadając z samochodu
pomyślałem tylko, że strasznie w tej Bydgoszczy drogo.
Lokal -
bardzo przyjemny. Co prawda było troszkę ciasno, a gry odbywały się na
dwóch piętrach, pomiędzy którymi przemieszczać się można było tylko za
pomocą ciasnej (pięcioosobowej) i powolnej windy, ale w życiu jest tak,
że wszystko ma dwie strony. Dzięki tym dwóm piętrom noc spędzona ze
względów oszczędnościowych na sali minęła mi bez pobudek, bo impreza
toczyła się pod nami. W dodatku wielkim atutem lokalu był bufet na
miejscu - hotdogi, zapiekanki, jajecznica, piwo, kawa, herbata -
wszystko to było na wyciągnięcie ręki, a pierwszego dnia w cenie
wejściówki uraczono nas nawet obiadem.
Organizacjha turnieju
była na poziomie, choć Gajowy nieco się miotał z wynikami i robił masę
błędów. Ocena modelarska dość pobieżna, test znośny w porównaniu np. z
Wrocławskim. Ogólnie wszystko im plus.
A teraz do rzeczy.
Moja rozpa:
1. skink prst 2lvl EotG, scroll, diadem of power
2. skink chief, anc. steg, war spear
3. 3x 10 skink skirmishers
4. 10xskinks
5. 2x4 terradons
Bitwa I: TK (hiero+staff, prince+collar+ds, 3xchariots, 2x 16bowman, skorp, 3xswarm, klopa, 15xTG+ikona)
Przegrałem rzut o zaczynanie, więc ustawiłem się defensywnie, chowając
stedzie z 2 poziomową górką. Przeciwnik nie zakopał podkopywaczek i w
pierwszej turze ruszył ostrożnie do przodu. Ostrzał przeorał mi jednie
skinki, które spanikowały terki i oba oddziały skończyły za stołem. Ja
w swojej turze podsunałem się do przodu dzięki czemu już w mojej
drugiej turze udało mi się zaciukać terradonami schowanego w łucznikach
hiero. I wtedy zamiast triumfu zaczął się koszmar. Jedyne, co mojemu
przeciwnikowi sypnęło się przez pozostałe 4 tury, to klopa. Resztę
liderek zdawał z uporem maniaka. Ale to nic. Udało mi się złapać w
szarży dwoma stedziami (3D6+2 impactów z siłą 6) klocek 15TG+Prince i
co? Owszem, w szarży sprowadziłem tenże klocek do princea i championa
TG. Ale po trzeciej turze kombatu jeden stedzio padł pod ciosami
princea, a drugi uciekł nie zdając stubborna (przez 2 kombaty nie udało
mi się wbić ani jednej rany). I tak skończyło się 5:15. Ale nie
uroniłem ani jednej panny i na pełnym luzie ruszyłem dalej.
Bitwa 2: Ksch i jego WE (spellsinger, 3x10 łuczników, alter z hodą, 2x5Wildów, 6xWW, 2xdriady)
Krzyśka znam już z PGA i jest to bardzo fajny, acz wymagający
oponent. Chciałem ruszyć ostro do przodu, ale już w pierwszej turze
całe skrzydło supportu mi popłynęło (spanikowane skinki spanikowały
terki i kolejne skinki). Po takich stratach musiałem szybko zmienić
taktykę i dalej zagrałem skrajnie defensywnie. Gra była nudna, ale w
sumie nie miałem wyjścia, bo 2 stedzie bez supportu to stanowczo zbyt
łatwy cel. EotG skutecznie zniechęcił Krzyśka do ofensywy, gdy jednym
rzutem wypalił piątkę wildów i tak w miłej atmosferze dotarliśmy do
8:12.
Bitwa 3: VC (Biegacz, Wight King, 2x10 szkielków, 2xwilki, 25GG, 10xBK, Black Coach).
Tą bitwę zagrałem jak należało. Terkami i skinkami zdjąłem wilki i
odgiałem black coacha. W tym czasie jeden stedzio złapał GG. Drugi
jeszcze dostał na twarz BC, ale sobie poradził i pomknął rozkręcać
Guardów. Vampir salwował się ucieczką w róg stołu, ale i tam go
dopadłem i zabiłem w ostatniej turze. Zająłem wszystkie ćwiartki i
wygrałem 14:6.
Bitwa 4: Niljor DE (2 magiczki, 2xshade, 1xdark ridersi, 3xcrosbowmani, 2x bolec, 2xharpie)
Z Niljorem znamy się już dobrze z Włocławków i Płocków, więc znowu
było przy stole wesoło. Nie bardzo wiedziałem co zrobić, więc
pojechałem na pałę. Enginem wardowałem oba stedzie i po kolei
odstrzeliwałem/terroryzował/szarżowałem kolejne jednostki. W tym czasie
Niljor rozstrzelał cały mój support i bezskutecznie skoncentrował swój
ogień na dinusiach. Wybiłem prawie wszystko (prócz oddziału shadeów z
magiczkami) i jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że
wyszedł... remis!
Bitwa 5: Kotlet WoCH
Kotlet spał całą niedzielę pod stołem więc bez większego narzekania wziąłem 15:5 i pokibicowałem innym
Bitwa 6: O&G (black ork na dziku, 2x szaman, 30NG z fanatykiem,
2xwilki, 1xpająki, 6 i 7 savage boar boyz, 10 savage boyz, 10x arrer
boyz, 2x chukka, doom diver)
W pierwszej turze jeden z szamanów wysadził się w powietrze a mnie
spadł kamień z serca. Savage podjechali do przodu screenowani przez
fasty. Ja w swojej turze wyszedłem na dogodne pozycje kitrając stedzie
za domkiem ustawione do kontrszarży. Skinkami zdjąłem fasty i
wyciągnąłem savagy pod szarżę stedzia, terradonami w tym czasie
zajmując drugich savagy (wykorzystując to, że muszą gonić) i zdjąłem
doom divera. Stedzio przejechał dziki w samych impactach i przeciwnik
zaczął się defensywnie zwijać. Ja niestety byłem już za dalaeko, żeby
coś mu zrobić. I wtedy z nieba spadła oczekiwana od 4 tur kometa!!!! O
zasięgu 20"!!! Przykryła całą armię przeciwnika i......... nie zrobiła
nic, żadnej paniki!!! Zabijała po 2-3. Ręce opadły mi z majtkami do
kolan, nic więcej ugrać już nie zdążyłem. I tak znowu skończyło się
remisem.
Ogółem z bitew zdobyłem 62p, co jest wreszcie zrealizowaniem mojego
masterowego planu minimum. Z hobbystyki uzyskałem 21/28p (niestety test
znowu skopałem i zdobyłem tylko 5 na 10p). Łącznie więc dało to 83p
i 27 miejsce na turnieju (na 75 uczestników), więc jestem więcej
niż zadowolony.
A teraz podsumowując:
1. Syberyjskie warunki na drogach i torach
2. Bydgoski taksówkarz mnie zwałował biorąc za kurs 2x więcej niż od innych (prawie jak w Wawie)
3. Fajowa miejscówka z barem obok stołów i kultową windą na 5 osób (nie było schodów na piętro)
4. Spanie pod stołami jest fajowe, ale następnym razem biorę dmuchany materac, bo rano czułem wsze żebra
5. Przegrałem wszystkie rzuty o zaczynanie
6. No i żałujcie, że Was nie było!
A turniej pokazał, że na te punkty i z takimi ograniczeniami
topowe armie tracą swoją przewagę, o czym świadczy choćby brak w top5
DE i tylko jedne demony. Pojawiły się tam natomiast WE (Pasiaka) i....
dwarfy (Lucasa) :)
|
|
 |
|